|
Nie ma to jak pojechać do innego miasta z perfidnym zamiarem przespania weekendu. Przyznaję się bez bicia do przeleżenia z premedytacją 48 godzin i podziwiania skośnego sufitu w mieszkaniu przy Al. Jerozolimskich 198K. Mięciutkie łóżeczko, cieplutka kołderka i puchaty śpiworek. Mmmmm!
Zawinięta po uszy w ciepełko, przeczytałam drugi tom trylogii Pullmana. Z zapartym tchem łapczywie spijałam kolejne słowa z kartek książki o przygodach "nowej Ewy". Mało jest dzisiaj książek, które mnie tak poruszają i które wchłaniam w tak krótkim czasie. Pełne uznanie dla pana Pullamana. Grzałam się przy tym herbatką i posilałam szprotkami. Dzikie, weekendowe lenistwo, które w zasadzie dalej trwa. Jest dopiero 19:51, a ja już planuję zawinięcie się w kołdrę, z powrotem w stolicy Pyrlandii. Migrena mnie dobija. Przekłuwa mi czaszkę i dociera prosto do oka. Mam ochotę je wyjąć i wyrzucić za okno. 100% czysta makabra. Skoki ciśnienia są złe i mroczne. Leki przeciwbólowe nie działają. Pozycja horyzontalna znów kusi. I to wcale nieprawda, że sen to złodziej czasu! No... może troszeczkę jednak prawda. Name: Komentarze: |